|
Toushiro Hitsugaya biegł słabo oświetlonym, wąskim korytarzem. Złe przeczucia nie pozwalały mu na zatrzymanie się, choć nie był do końca świadomy, dokąd zmierza. Nie wiedział, skąd bierze się w nim to przerażenie, które przyćmiło jego rozsądek, opanowanie i zdolność logicznego myślenia. Serce biło mu jak szalone, czuł, że całe jego ciało drży. Kilka razy w czasie swojego biegu wybierał inną odnogę korytarza, robił to na ślepo. W końcu dotarł do miejsca, w którym jego droga skończyła się – przed sobą miał wspaniale zdobione mahoniowe drzwi z ogromną złotą klamką. Nie był pewien, czy postępuje słusznie, ale nacisnął ją i wszedł do środka. To, co zobaczył sprawiło, że przepadły resztki jego zdrowego rozsądku.
W wielkiej pustej sali zastał osobę, o którą martwił się zawsze najbardziej i która wiele dla niego znaczyła. Była to Mimo Hinamori, jego przyjaciółka z dzieciństwa oraz pierwsza, a jednocześnie jedyna miłość. Kapitan dziesiątej Dywizji krzyknął z przerażenia, gdy zdał sobie sprawę, że ktoś przybił jego ukochaną do krzyża. Była do niego przywiązana mocnymi linami, które oplatały jej ręce na całej długości. Przy końcu pionowej belki znajdowała się drewniana deska, na której ułożono stopy dziewczyny. Jej dłonie zostały przybite do poziomej części wielkimi, żelaznymi gwoździami. Miała także podłużną ranę na brzuchu. Dookoła krzyża znajdowało się mnóstwo jej krwi. Na twarzy Momo malował się niesamowity ból, z oczu nieprzerwanymi strumieniami płynęły łzy. Gdy dostrzegła przyjaciela, z jej przygryzionych ust wydobyły się słowa, które wstrząsnęły nim jeszcze bardziej:
- Shiro-chan, dlaczego mi nie pomogłeś? Dlaczego pozwoliłeś mu na coś takiego? Odebrał mi życie, lecz to tobie nigdy tego nie wybaczę.
Chciał się jej wytłumaczyć, bezgłośnie błagał, by nie umierała, ale było już na to za późno. Był pewien, że wie, kto stoi za tym okrutnym mordem, pragnął zemścić się na mężczyźnie, który po raz kolejny sprawił, że Momo cierpiała. Usłyszał własne słowa, powtarzał bez przerwy, że musi zabić Aizena.
Ze snu wyrwał go jego własny jęk a także okropny ból. Minęła długa chwila, nim uświadomił sobie, w jakiej sytuacji się znalazł. Leżał na zimnej podłodze, po jego zmiażdżonym i okaleczonym ramieniu spływała gorąca krew. Zakręciło mu się w głowie, nie miał pojęcia, gdzie jest. Próbował wstać i rozejrzeć się, lecz utrzymał się na nogach tylko przez chwilę, potem padł na kolana. Stracił dużo krwi. Gdy rozejrzał się, ujrzał, że kilkanaście metrów dalej leżała Hinamori. Jej twarz był skierowana w jego stronę, porażała bladością. Dziewczyna miała na brzuchu identyczne rozcięcie, jak to, które zobaczył na jej ciele w swoim śnie. Próbował przybliżyć się do niej, powoli ogarniała go panika. A co, jeśli była martwa? Na pewno czuła potworny ból. Młodzieniec zdał sobie sprawę, że przerażający sen stał się rzeczywistością. Nawet pomieszczenie, w którym się znajdowali, odpowiadało jego sennej wizji. Pragnął, by okazało się, że jest to tylko kolejny koszmar.
Nagle wielkie drzwi od sali otworzyły się, pojawił się w nich Aizen. Na jego twarzy gościł kpiący uśmiech, mężczyzna musiał być z siebie bardzo zadowolony. Wszedł do pomieszczenia, a zaraz po nim w środku znaleźli się także Tousen i Ichimaru oraz dwa nieznane mu Arrancary płci męskiej. Wszyscy czterej mieli przyczepione czarne skrzydła, wyglądali jak anioły zwiastujące śmierć i właśnie nimi byli.
Były kapitan piątej Dywizji podszedł do Hitsugayi. Na jego twarzy gościł wciąż ten sam uśmieszek. Białowłosy chłopak wykrzywił twarz w pełnym gniewu grymasie. Wykrzyczał mu w twarz, że pożałuje tego, co zrobił Hinamori, że czeka go zemsta, straszna śmierć. Aizen zaśmiał się cicho i odpowiedział:
- Hitsugaya-kun, nie powinieneś mówić rzeczy, których nie jesteś w stanie wprowadzić w czyn. Jesteś słaby, pozwalasz na to, by targały tobą emocje. Ale koniec jest bliski, nie tylko dla ciebie.
Po tych słowach odwrócił się i wyszedł, trzej mężczyźni podążyli za nim. Tylko Ichimaru pozostał przez chwilę w pokoju. Przybliżył się do Toushiro i podał mu przedmiot zawinięty w czarny materiał. Powiedział, że Rangiku chciała, by mu to przekazał. Następnie opuścił salę, a chwilę po tym, jak zamknął za sobą drzwi, można było usłyszeć, że zamyka je na klucz. Czy to rzeczywiście był koniec?
Usłyszał cichy jęk Momo, dostrzegł także, że otworzyła oczy. Płakała. Nie wiedział, czy był to tylko ból, czy doprowadziła do tego także obecność jej byłego kapitana. Przybliżył się do niej, włożył w to wiele sił. Zdobył się na to, by wytrzeć jej łzy, powiedział także, że wszystko będzie dobrze, choć w głębi serca wiedział, że to kłamstwo, które miało uspokoić głównie jego. Hinamori uniosła dłoń, chciała dosięgnąć twarzy przyjaciela. Uśmiechnęła się lekko, ale był to uśmiech pełen bólu, który sprawił, że w oczach chłopaka pojawiły się łzy.
- Dlaczego płaczesz, Shiro-chan? – Zapytała. Pozostała niewinna i spokojna, prawdopodobnie świadoma, że jej życie się kończy. – Kiedy jesteś smutny, to ja także się smucę.
- Nie mów nic Momo, niepotrzebnie się męczysz. Sprowadzę pomoc, wszystko będzie dobrze, naprawdę, musisz w to wierzyć... – Jego głos załamał się.
- Przepraszam, Shiro-chan. Do końca wierzyłam w dobre intencje Aizena, dałam się oślepić... Naraziłam cię tyle razy na niebezpieczeństw, a ty nigdy nie miałeś mi tego za złe. Dlaczego? Byłam taką niedobrą przyjaciółką.
- To nic, nie przejmuj się. Zrobiłbym dla ciebie o wiele więcej, jeśli miałbym możliwość. Momo, nie opuszczaj mnie!
Gdy dziewczyna usłyszała te słowa, zdobyła się na jeszcze jeden uśmiech. Z jej ust wypłynęła strużka krwi. Z każdą sekundą opuszczało ją życie, ostatnimi słowami, które wypowiedziała, była deklaracja miłości, jaką darzyła Toushiro. Potem jej powieki opadły, ustało bicie serca, zamarł oddech. Opuściła go mimo tego, że błagał, by tego nie robiła. Jego dramatyczne prośby nie ustały, mimo tego, że było już za późno.
Podniósł z podłogi małe, czarne zawiniątko, by zapoznać się z jego zawartością. Okazało się, że był to flakonik z jakimś jadowicie zielonym płynem. Znalazł także karteczkę, na której było napisane: Wypij, gdy zniknie resztka nadziei. Bez wątpienia autorką tych słów była Rangiku Matsumoto, jego porucznik. Wiedział, że chwila, w której stracił wszelką nadzieję właśnie nadeszła. Wyciągnął z flakonika zawleczkę i wypił od razu całą jego zawartość. Po kilku minutach stał się senny, jednocześnie czuł, że wszystkie jego narządy wewnętrzne płoną. Domyślił się, że jest to chwila, w której powinien pożegnać się z życiem. Umieścił dłoń martwej Hinamori w swojej, złożył na jej ustach pocałunek, a potem ułożył się na ziemi obok niej, by chwilę później opuścić świat żywych.
Dwoje młodych Bogów Śmierci odeszło, lecz ich dusze spotkały się w spokoju, którego nikt nie był w stanie zakłócić.
|